Biały Dom obawia się epidemii dżumy. USA monitorują sytuację w Rosji
W obwodzie irkuckim w Rosji pojawiły się niepokojące informacje dotyczące możliwego wystąpienia dżumy, choć rosyjskie władze oficjalnie nie potwierdzają takiego zagrożenia.
Sprawa jednak już odbija się echem w Stanach Zjednoczonych. Z doniesień mediów wynika, że władze USA traktują bardzo poważnie doniesienia o dżumie.
"Biały Dom śledzi doniesienia dotyczące podejrzewanego przypadku dżumy oraz związanych z nim działań kwarantannowych w Rosji" – podał Axios, powołując się na przedstawiciela administracji Donalda Trumpa.
Jeden z urzędników w rozmowie z Axios zapewnił, że władze USA nie bagatelizują tych doniesień. – Administracja jest świadoma sytuacji, monitoruje ją i ocenia możliwe opcje działania – przekazał.
Tajemnicza śmierć w Rosji
Sprawa zaczęła się od śmierci 27-letniej Darii Szypiłowej, byłej pracownicy Instytutu Przeciwdżumowego w Irkucku. Kobieta zmarła po gwałtownie rozwijających się objawach zapalenia płuc. Według niezależnych mediów przyczyną mogła być dżuma płucna, czyli szczególnie ciężka i łatwo przenosząca się odmiana tej choroby.
Nie ustalono, w jaki sposób doszło do zakażenia. Jedna z hipotez zakłada, że kobieta mogła zetknąć się z bakterią podczas podróży służbowej w okolice Buriacji, gdzie występują naturalne ogniska dżumy. Inna możliwość wiąże się z jej pracą laboratoryjną. Według nieoficjalnych informacji 25 września mogło dojść do wypadku podczas badań nad bakteriami dżumy pochodzącymi z Syberii, Mongolii i Ałtaju. Kilka dni później Szypiłowa trafiła do szpitala, a mimo intensywnego leczenia zmarła. W związku z tym personel placówki został odizolowany, a szpital objęto kwarantanną.
Po śmierci kobiety nadzorem epidemiologicznym objęto 189 osób, które mogły mieć z nią kontakt. Większość z nich trafiła do szpitali, a pozostali do instytutu zajmującego się dżumą. Władze regionu zapewniały, że u badanych nie występują objawy choroby, a pierwsze wyniki testów były negatywne.